tło

tło

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 2

Leżałam w lesie pomiędzy czarnymi konarami. Nie było to przyjemne miejsce. Czuć było coś podobnego do lekkiego zapachu siarki. Niebo było granatowe, ziemia czarna, ale widziałam każdy szczegół tego cuchnącego złem miejsca. Na dodatek czułam, że coś mnie obserwuje... 
- Witaj, Cleo Storm. -głos pochodził od kobiety, która stała za mną. Szybko się odwróciłam i zobaczyłam, że ubrana jest w prostą czarną szatę, a kasztanowo-siwe włosy spięte w ciasny kok. Ale nie była stara. Jej twarz zdradzała, że ma około trzydziestki. Smukła postać patrzyła na mnie pustym wzrokiem.
- Dzień dobry. -powiedziałam nieśmiało i coraz bardziej chciałam, żeby sen szybciej się skończył.
- Cleo, jesteś czarownicą. Dołącz do nas. Dołącz do Sabatu. Nauczymy cię, jak kontrolować Moc. Musisz tylko być gotowa, by podjąć wyrzeczenia. Dzięki Sabatowi możesz być silniejsza. -kobieta mówiła tak, jakby nauczyła się tej formułki na pamięć. Wypowiedziała to lodowatym głosem, co było przerażające, zważając na okoliczności i na to, co właśnie powiedziała.
- Przepraszam, o czym pani mówi? Kim pani jest? -starałam się dowiedzieć.
- Jestem Panią Sabatu, do którego możesz należeć również ty. Będziesz potrafiła władać Mocą, będziesz silniejsza.
- Powtarza pani wciąż to samo...
- Musisz tylko wyrzec się kilku rzeczy... -ciągnęła dalej tak, jakby nie usłyszała, co do niej mówię.
 - Dobrze... Jakich rzeczy? -spytałam ze zrezygnowaniem. Skoro miałam już siedzieć w tym koszmarze, to czemu nie spytać, o co chodzi...
- Musisz wyrzec się rodziny, przyjaciół, dotychczasowych zajęć i oddać się w pełni Sabatowi. Po zakończeniu szkolenia staniesz się czynną częścią Sabatu.
- Czyli wstąpienie do Sabatu oznaczałoby zakończenie dotychczasowego życia i musiałabym się poświęcić jakiejś dziwnej organizacji?
- To zaszczyt służyć w Sabacie. -odpowiedziała tylko kobieta i bezszelestnie wycofała się w stronę lasu. 
Dookoła mnie panował mrok. Powiedziała, że kim jestem? Czarownicą?

*****

Zaczęłam się budzić. Poczułam miękkość mojego łóżka, zapach tanich kadzidełek i czyjąś obecność. Otworzyłam oczy. Niebo za oknem było różowawe.
Obok mnie na krześle siedział Scott. Założył nogę na nogę (zawsze siada tak na nudnych lekcjach) i miał zamknięte oczy. Nie chciałam go budzić, ale niestety moje łóżko postanowiło inaczej - zaczęło skrzypieć, kiedy tylko próbowałam wstać.
- Cleo... Obudziłaś się! -Scott szybko oprzytomniał i zatrzymał mnie.- Nie wstawaj. Lekarz powiedział, żebyś leżała.
Chłopak był już całkiem rozbudzony, ale widziałam, że jest strasznie zmęczony.
- Co się stało? -spytałam, kiedy podał mi kubek jeszcze ciepłej herbaty.
- Na imprezie Jennifer zrobiła awanturę i w tym samym czasie zaczęły pękać żarówki, a ty zemdlałaś. Nie wiedzieliśmy, co ci jest i zadzwoniliśmy do twoich rodziców. Rano już tu byli, a my sprzątaliśmy, żeby zatuszować trochę to, co zrobiliśmy. Potem przyjechał lekarz i powiedział, że coś musiało cię nieźle wyczerpać. No i czuwamy nad tobą na zmianę... -chłopak chyba zamierzał powiedzieć coś jeszcze, ale mu przerwałam.
- Czekaj. To ile ja... spałam?
- Cały dzień i właśnie wstaje kolejny. -uśmiechnął się lekko. Tak, Scott zawsze był tym od pocieszania.
Kurczę... Jak mogłam stracić tyle czasu?
- Tylko nie mów, że robiliście zmiany... -starałam się uśmiechnąć.
- Spokojnie. Tylko cię pilnowaliśmy. -twardo powiedział Scott.
- Ale wiesz, ze to to samo? -moje wargi mimowolnie wygięły się jeszcze szerzej.
- Nieee. -zironizował przyjaciel.
Przez parę minut siedzieliśmy cicho. Cały czas zastanawiałam się, która godzina, ale zamiast tego wolałam spytać:
- Śniło ci się kiedyś coś i myślałeś, że nie może to być prawdziwe, ale jednak czułeś, że jest realne?
- Mmm... Może raz. -zastanowił się. Nie wiedziałam, czy dobrze zrozumiał to dziwne pytanie.- Czemu pytasz?
- Bo coś mi się przyśniło... Nieważne...
Przyjaciel przymrużył niebieskie oczy. Wiedziałam, że będę musiała się wygadać...
- Cleo... -powiedział znacząco, a ja ugięłam się pod siłą jego głosu. Głośno wypuściłam powietrze z płuc i w skrócie opowiedziałam sen o czarownicy, Sabacie i "wyrzeczeniach".
- No i? -spytałam, kiedy skończyłam.
- Może to tylko sen... -powiedział, ale czułam, że coś ukrywa. Nie dane mi było zapytać, o co chodzi, bo do pokoju weszła Katie.
Na początku przyjaciółka nie zauważyła, że się obudziłam i poszła prosto w stronę krzesła, na którym siedział Scott.
- Teraz moja kolej... -zaczęła, ale chłopak wskazał łóżko. Katie tylko otworzyła usta i wykrzyknęła:- Nareszcie!
- Tak, tak... Mam leżeć... Czekajcie, moi rodzice już są? -nagle oprzytomniałam.
- Oczywiście. -usłyszałam głos mamy. Stała w drzwiach, mając na sobie wygniecioną bluzkę i jeansy. Pewnie spała na kanapie, żeby obudzić się, jak tylko wstanę. Miała czarne, krótkie włosy i brązowe oczy. Była szczupła i wysoka.- A teraz opowiedz mi wszystko. Ze szczegółami i bez kręcenia.
Rozkazała surowym, a jednocześnie ciepłym głosem. Tak, jak każda mama. Kochała mnie, jak prawdziwa, ale nią nie była...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz